grudzień 27th, 2008 by simple-nlp
Ważąc mój aktualny stan zdrowia (dopiero co po kraksie plus krojeniu ręki) robię ostatnimi czasy ogromną ilość hipnoz na błyskawiczne kurowanie się. Poprzednio były te na zanik bólu, ale na ten temat przedtem pisałem na forum o stanach transowych. W tym artykule zrelacjonuję stany hipnozy na błyskawiczne leczenie, a przygoda była spektakularna!!! Pierwsze transe bazowały na ogół na indukcjach transowych, które już znałem gdyż robiłem je już uprzednio. Szkoląc z NLP często bawię się transem oraz chętnie opisuję to na darmowym forum internetowym o NLP. Jednakże później… Potem tak jakby trans wyśliznął się spod kontroli i umysł sam wykreował mi tak rewelacyjną wycieczkę, że na samo wspomnienie czuję się potężny oraz ogromny. Skutki na dodatek są również niezwykłe. Za każdym razem rzucam okiem na moją rękę to nie mogę nadziwić się jak błyskawicznie i cudownie goi się. A 1/3 powierzchni jest zdarta. Dotychczas otarcia skutkowały w moim przypadku infekcjami, szramami itd. Dzisiaj z podziwem obserwuję co się dzieje. A także ramię, gdzie błyskawicznie osiągam zanikanie bólu na skutek transu. Po prostu fenomenalny odlot - skutki są rewelacyjne, a podróże, po prostu bajeczne… Już jakiś czas temu w czasie jednej z indukcji transowych wprowadziłem wewnątrz umysłu mój osobisty ogród (w stanie hipnozy i neurolingwistyce zwykle wykorzystuje się metafory żeby wspierać proces zmian). Ogród z powierzchnią do radości, odsapnięcia plus tym innym czego chciałbym. A nawet gdy czegoś brakuje, wówczas zjawia się w trakcie następnych sugestii transowych. Tym sposobem swego czasu przybyło tam jezioro zdrowia wraz z wodospadem. Jeziorko odwiedzałem wcześniej niejednokrotnie. W przypadku gdy potrzebuję wrócić szybko do zdrowia, udaję się w to miejsce, przekazuję sobie adekwatne sugestie transowe na szybsze zdrowienie, orzeźwiam w wodospadzie oraz zanurzam się. Daję stosowne indukcje transowe, jak np. to że właśnie nurzam się w samym zdrowiu, doskonale klarowne zdrowie obmywa moje rany, czy to wodospad wymywa ze mnie infekcję. Przynajmniej tak było na początku - obecnie podróż w to miejsce jest dla mnie osobistą kotwicą (termin z programowania neurolingwistycznego) i bez żadnych indukcji hipnotycznych zaciera się cierpienie a nadchodzi wrażenie całkowitej energii, zdrowia. Ano tak już bez żadnych indukcji transowych umysł zaczął w tamtym miejscu inicjować mechanizmy błyskawicznego leczenia, rewelacyjnego nastroju, zniknięcia bólu w trakcie stanów transu. Rozpoczął również coś bardziej spektakularnego. Jak z początku musiałem skonstruować swoje jezioro zdrowia, to później same zaczęły zjawiać się nowe obiekty. Takim sposobem nadciągnęła jama do wnętrza ziemi… W taki sposób nadszedł wodospad. W istocie to zjawiły się dwie groty. W zależności od tego, którą drogę wybierze moja podświadomość, zaczynam wycieczkę do wnętrza ziemi czy to zanurzając się w zdrowiu (innymi słowy nurkując w jeziorze) odszukuję drogę podwodną, albo odnajdując grotę za wodospadem. Szczęśliwie w przypadku drogi podwodnej potrafię swobodnie oddychać wodą zdrowia. Dotarcie do jądra planety to tylko droga do następnych oszałamiających wrażeń… Stojąc przy samym jądrze ziemi zapoczątkowuję indukcje transowe i wnikam do środka. Pożoga wypala z mego ciała chorobę, hartuje oraz przepala na nowo. Oddaje zahartowanego, silniejszego. Żar zapełnia rany zdrowiem oraz ukojeniem. To mój pożar. Własna płynna skała, która kuruje a również ochrania - nic się tu nie przedrze. Tak samo jak z jeziorem zdrowia najbliższe wizyty w centrum ziemi sprawiły, że już nie ma sugestii hipnotycznych. Podświadomość samodzielnie działa. Na dodatek zapewniając mi zachwycające uczucia. Ponieważ kiedy ja będąc w hipnozie jestem w stanie zapomnieć o wprowadzaniu sugestii transowych, w tym momencie umysł rozpoczyna wycieczkę. Masz pojęcie jak to jest zasuwać z szybkością setek mil w płynnej skale? Emitować jej energią, robić piruety, wariactwa, zwody, bądź to normalnie stać i lewitując w niej pobierać moc całej ziemi?… Opiszę Ci… jest niesamowicie cudownie. W pierwszej chwili musiałem przebywając w transie umyślnie dążyć ku jezioru zdrowia. W obecnej chwili w przypadku gdy wstępuję w stan hipnotyczny chcąc zaniku uciążliwości i przyśpieszenia zdrowienia, on wybiera drogę. Wie dokąd zmierzać, a nieraz normalnie wnet po wkroczeniu w stan transowy w wyobrażeniach jestem na miejscu. Umysł jest niesamowity. Ponadto niezwykle twórczy, ponieważ ostatnio sam dokonał nawet wyboru dotarcia w tamto miejsce i cudownie mnie tym poruszył, dostarczając nieziemskich wrażeń. Moja poprzednia indukcja transowa na przyśpieszone zdrowienie. Wkraczam i zdziwiony patrzę na mój ogród z przestworzy. Lewituję? Zbliżam się do niego, kręcę się, zauważam jezioro. Po momencie zauważam, że pędzę na olbrzymim orle. Orle, który unosi mnie w przestworzach. Słońce. Może tym razem po leczniczej pożodze centrum planety, moja podświadomość pragnie mnie ponieść ku słońcu? Krążę. Słońce omywa mnie jeszcze dobitniejszym światłem, ale nadal do niego nie pędzę. Raz bliżej, nieraz dalej. Nie próbuję dawać żadnych indukcji transowych. Jestem urzeczony… Podnoszę twarz do słońca, powstaję na moim podniebnym rumaku. Jak kolejnym razem zwracam na niego wzrok jest już czymś innym. Szybuję na gryfie. Euforii nie ma końca. Nadal nie wiem dokąd pędzę, pomimo tego leczenie już było w trakcie. O bólach ręki najnormalniej zapomniałem. Pokaleczoną dłoń koi powietrze oraz obmywają promienie słoneczne. Jest jej strasznie dobrze. Ja w dalszym ciągu zastanawiam się czy wyląduję, czy obejmie mnie pożoga słoneczna. Ta idea stała się sugestią hipnotyczną, ponieważ moment potem gryf… Po myśli o owładnięciu ogniem, zaraz potem zamiast na gryfie frunąłem na feniksie. Jego skrzydła owiewały językami ognia horyzont. Myślałem, że rozpocznę wyć z zachwytu. Płonący ptak zagiął swoją smukłą szyję do grzbietu. Wpatrzył się we mnie, wydał dźwięk, napiął szyję przed siebie i zaczęło się szaleństwo. Niesamowite rotacje. Wirował, a pożar jego ciała owiewał mnie, leczył oraz tłumił cierpienie. W głowie śmiałem się pełnymi płucami. W pewnej chwili zaczęła się sinusoida między niebem a powłoką ziemi. Może wybierze słońce? Czy potrafi przedrzeć się do centrum planety? W odpowiedzi mnie pożarł. Po raz drugi dosięgną mnie spojrzeniem naciągając szyję. Wydał dźwięk, rozwarł jak wrota dziób i połknął mnie. Wpatrywałem się w skorupę ziemską ze środka jego płomiennego ciała. Postaci, która uzdrawiała mnie otulając ze wszystkich stron ogniem. Przyglądałem się światu z wewnątrz niego, przyglądałem się jak skręca, robi śruby, dopóki… Dopóki popychany głosem wewnętrznym nie wyciągnąłem ramion (uczucie tym milsze, że rzeczywista prawe ramię jest unieruchomione w barku), wyrównując je do skrzydeł. Dopóki, nie wyciągnąłem sylwetki, kierując szyję aż do jego głowy. Dopóki nie postanowiłem zmienić kierunku… I skręciłem. Ja stałem się feniksem. I moje ramiona owiewały horyzont pożogą. I to mój organizm wyzwalał żar, który kurował mnie w tym samym czasie. Wtedy normalnie już byłem w euforii. Mogłem dokonać wszystkiego w powietrzu. Jednakże już wariactwa i obroty kryły się przy poczuciu siły, jakie mnie wypełniało. Przesunąłem koncentrację w kierunku lewego barku, który tutaj podczas stanu hipnotycznego napędzał skrzydło i był funkcjonalny. Jednakże - pomyślałem a wtedy uniosła się fontanna ognia. Intelekt wrócił na krótko do obecnej chwili. Przypatrzył się uczuciom w rzeczywistym barku. Mam w bark wsadzone klamry, druty ściskające ramię. Ramię było wspaniale odprężone. Błogostan. Powróciłem przecinać przestworza będąc feniksem. Mogłem powstrzymywać i wzmagać płomienie. Nie istniał już ognisty ptak - byłem wyłącznie ja. Sprawdziłem to - przytłumiłem wszystkie ognie i podnieciłem na nowo. Ja je tworzyłem, jednak pasowała mi postać płonącego ptaka - przywróciłem tę sylwetkę. Zabawa trwała bez końca. Kiedy minęło już główne wariactwo upojenia, znów wróciło wspomnienie o słońcu. Słońcu oraz wnętrzu planety. Mogłem wybrać - w tej chwili posiadałem całkowitą władzę. We wnętrzu planety posiadam już kotwicę (tak jak już wspomniałem to jest pojęcie programowania neurolingwistycznego - nie żadne żeglarstwo
Wybrałem. I jak płomienna kometa wdarłem się w planetę. Żadnego szukania groty. To nie było potrzebne - byłem w stanie dokonać wszystkiego i byłem wielki. W moment już byłem na miejscu. Zanurzony. Płomień w płomieniach. Rozpierało mnie porywające doznanie siły. Byłem płonącym ptakiem i miałem zapęd ażeby zaczerpnąć energii ziemi. To było fascynujące. Na chwilę umysł skierował się do tu i teraz. Szybko odkryłem czemu. Przenikało mnie tak cudowne doznanie władzy i energii, że zamiast odprężone moje ciało rozpierało się całe. Grzbiet napinał się, nogi rozciągały najmocniej jak tylko byłem w stanie. Zawadziłem o obrzeże łoża, to mnie tu przywołało. Po prostu nie byłem w stanie tego nie wykorzystać. Dźwignąłem dłonie i na nadgarstku wzmocniłem kotwicę na postawę olbrzyma (przedstawiałem to poprzednio na forum o programowaniu neurolingwistycznym). Takim kolosem do tego czasu się jeszcze nie czułem. Dokotwiczone - upuściłem dłonie, dałem sugestię transową, że jest bezpiecznie a umysł powrócił w pełen trans. Feniks miał chęć ażeby szaleć. Rozłożyłem ramiona i zacząłem dziką pasję w płomieniach jądra ziemi. Płomienie szalały w ogniach. Obydwa mnie uzdrawiały… Nie wiem ile czasu jeszcze byłem w tamtym miejscu. Było bajeczne. Później stopniowe wyciszenie. Po raz ostatni doznanie zupełnej mocy, gdy jako feniks wciągnąłem obejmującą moje ciało energię centrum planety i oddałem tyle ognia ile potrafiłem. Wstrząsnąłem planetą… I rozpocząłem powrót. Kiedy powróciłem do tu i teraz, ciało nadal było wyciągnięte najbardziej jak tylko byłem w stanie a jednocześnie bardzo zrelaksowane. I to bardzo niesamowicie, bo jak hipnoza miała przed spaniem, to okazało się, że przez kolejne sześć godzin nie potrzebowałem snu. Położyłem się spać koło 5tej o świcie. Ja, leczący się, szyty, obolały człowiek… Trans jest rewelacyjny! Nie umiem się doczekać czasu gdy wybiorę się do słońca. Ponieważ jestem pewien, że również w tamto miejsce umysł mnie poniesie. Nie będę próbował nawet dawać sobie jakichkolwiek indukcji transowych. W tym co stało się najcudowniejsze było to, że nie było zaplanowane i ze względu na to poza cudownymi doznaniami było także spektakularną wyprawą, którą bez przerwy odkrywałem. Bardzo dziękuję NLP za wszystko z czego mnie wyszkoliło i… Ja potrzebuję mnóstwo hipnotyzowania!